• Wpisów:41
  • Średnio co: 35 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 15:17
  • Licznik odwiedzin:1 203 / 1496 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
O jeny, jak długo mnie tu nie było :.o
Dziwne...
Dobra zacznijmy od nowa.
Jestem Julka z wiecznymi problemami nie radzące sobie z uczuciami do pewnego chłopaka. Pomińmy fakt, że jest to inny chłopak niż te 65 dni temu. Niby 65 dni to nie jest jakiś długi okres czasu, a jednak w moim życiu zmieniło się dokładnie wszystko co mogło się zmienić. No może po za bezradnością, ciągłym poczuciem winy, psychicznym osamotnieniem i przyjaciółmi. Tak po za tym nie ma już nic przez z mojej niedawnej przeszłości.
Kocham, zrozumiałam że miłość to coś wspaniałego, to ciepło w każdej komórce ciała, to bijące serce 140 razy szybciej niż zwykle, to dreszcz przebiegający całe ciało gdy słyszysz imię ukochanej osoby, to brak czucia gdy ta osoba cię przytula. To jest miłość i cieszę się że pomimo tylu wydarzeń z przeszłości nie uciekam przed nią, i ten fakt że teraz cierpię bo wiem że Ci zależy a nic z tym nie robisz także mnie cieszy, bo wierzę że kiedyś nadejdzie taki dzień w którym będę szczęśliwa może nawet z tobą <3
 

 
Już nie widzę Ciebie w mojej przyszłości, nawet na ułamek sekundy. To wszystko nie ma sensu. Nie będę już w Twoim życiu Ci przeszkadzać, bo wydaje mi się że tylko to robiłam. Wszystko już nie ma sensu. Nie mamy ze sobą kontaktu miesiąc. A dla mnie tylko ciekawe jest to co u Ciebie, bo ty nie potrafisz się do mnie odezwać. A ja nie będę się narzucać. Wczoraj moje serce pękło całkowicie, w sumie już go nie mam. Ta informacja zabija mnie od środka z każdą sekundą, minutą, godziną, dniem. To jest aż nie możliwe żeby tak tęsknić za kimś, kto nigdy nie był twój. Tęsknie, ale już mnie nie będzie. Przepraszam, że Ci przeszkadzałam.
 

 
Jejku jak ten czas szybko biegnie. Nie nadążam, nie narzekam ale nie jest `okej. No bo jak? Wczoraj wspaniały wieczór spędzony w twoim towarzystwie. Jejku to było takie miłe. Dzisiaj kolejny dobry dzień. Tyle dobra wokół. Szkoda że tyle czasu straciłam na płakanie i wspominanie. Nie ma po co? Miłość? hahah, to raczej nie dla mnie tylu przyjaciół - mój największy skarb. Jednak coś wygrałam, szczęście, wspaniałych ludzi. Tak nie wracając do tego co było, alb wracając ale z uśmiechem na ustach, jestem dumna. Że doszłam do tego co jest i idę dalej... Dalej z uśmiechem na ustach i z przyjaciółmi. Tak znowu inna, szczęśliwa.
 

 
Zagłębiam się w odchudzanie, przyjaźń, nałóg, szkołę. Tak jest super. Bo coraz rzadziej o tobie myślę. To jest wspaniałe. Chudnę, chudnę i chudnę. Poświęcam się przyjaciołom najwspanialszym na świecie. Nałóg? hmm.. nie będę się wypowiadać. A szkoła? Jest okej, w sumie jak na razie spoko oceny. No dobra nie ma weny, nie ma ciebie, nie ma niczego...
 

 
Bulimia to nie jest straszna choroba, jak sam na nią cierpisz. Do tej pory myślałam że bulimia i anoreksja to dwie straszne choroby. Może anoreksja tak. Ale bulimia? Hmm.. wydawać może się straszna ale w rzeczywistości to stan umysłu decyduje o naszych działaniach. Próbuję się powstrzymać, ale nie potrafię. Mam nadzieję, że z czasem zacznę to kontrolować i będzie lepiej. (pierwszy wpis bez wspomnienia o tobie - jest duużo lepiej).
 

 
Ostatnio jestem spokojniejsza, cichsza, skrytsza. Czemu? Bo pomimo tego, że dalej Cię kocham, że przepłakałam tyle nocy, że tyle krzywdy wyrządziłam samej sobie zrozumiałam, że MOŻNA ŻYĆ BEZ POWIETRZA. Codziennie myślę o tobie jako o kimś najważniejszym ale prawda jest taka, że świetnie sobie daję radę bez Ciebie, no bo przecież... Nie widziałam Cię tak strasznie długo, nie mam z tobą kontaktu a dalej herbaty nie słodzę, dalej oddycham, dalej świat się nie zawalił. Tak, nie jesteś mi potrzebny...
 

 
Nie jestem obecna, pochłonęłam się szkołą, przyjaciółmi, "szczęściem", i tymi wszystkimi używkami. Alkohol, papierosy, zioło. Czuję, że to mnie niszczy. Nie pozwala spać, duszę się, nie mam kondycji. A to wszystko przez zemnie, ja ta mała istota, głupia istota się zakochała. Nigdy jeszcze tak bardzo nie kochałam. Trudno ty kogoś masz a ja? Mnie za niedługo nie będzie. Zniszczę się, udając przed wszystkimi, że jest dobrze. Ale nie jest i nie będzie. To koniec tego co było, tej znajomości, i wszystkiego co z tym związane. Co się stało z wiarą z przed ośmiu dni? Tak zdałam sobie sprawę, że tylko sobie ją wmawiałam.
 

 
Dobra, pozostawię ten dzień bez komentarza... Myślałam, że bd ok ale żeby było ok trzeba dużo oczekiwać. No bo beznadziejny plan, beznadziejni nowi nauczyciele. Beznadziejne to wszystko z tym związane. No bo w końcu, jak można mieć pod rząd jednego dnia chemię, biologię, fizykę i polski? Ja się pytam jak? Ale, ok.. Jeśli to sprawi, że zapomnę i odetnę się od wspomnień to jestem w stanie to przeżyć. W końcu nie takie zło spotkałam i nie takie zło jeszcze na mnie czeka. Ostatni rok, egzaminy. Będę się uczyć! Tak muszę. Będzie dobrze, radośnie, bez wspomnień, mądrze. BEZ WSPOMNIEŃ.
 

 
No, więc zaczął się oczekiwany wrzesień. Nadzieja zaczęła się pokazywać. Zaczynam się stawać szczęśliwa na samą myśl, że znowu będę otoczona przyjaciółmi i znajomymi. Zacznę odwracać uwagę od przeszłości, przestanę się skupiać na tym na czym skupiałam się przez całe wakacje. Tak to moja perspektywa. Poradzę sobie. No bo niby czemu nie?
Oczywiście, na początku będę zgrywać pozory, jak to u mnie dobrze, jakie super wakacje... Ale potem, przywyknę do tego. Nie będę tracić ostatniego roku w tej szkole na nic. To będzie dobry rok. To będzie wręcz zajebis*y rok. Tak będzie dobrze. Musi być. Nie stracę tego co mi zostało, bo już za dużo straciłam. MUSI BYĆ DOBRZE.
 

 
Zaczął się okres pragnień. Chciałabym się pozbyć uczuć. Stracić wspomnienia. Chciałabym utracić wspomnienia i nie mieć uczuć. To byłoby dużo łatwiejsze, ale też samolubne. Trudno, taka już jestem. Nie chcę tego wszystkiego. Bardzo pragnę tego, żeby się pozbyć uczuć, a tym bardziej żeby stracić wspomnienia. Co prawda straciłabym też te pozytywne, ale w porównaniu z tymi złymi było ich nie wiele. Nie ma co wspominać. Nie potrafię posprzątać w swoim życiu. Wszystko mnie przerosło. Chciałbym zacząć wszystko od nowa. Z każdym dniem coś tracę. Nie byłam na to przygotowana. To wszystko nagle znika. A ja nie potrafię zatrzymać niczego przy mnie. A to wszystko, że nie mogę się odciąć od tego co było. Utracenie wspomnień, wyłączenie uczuć - to moje marzenie. Kolejne NIE MOŻLIWE do zrealizowania...
 

 
Chcę miłości jak każda dziewczyna. Tej wspaniałej, jedynej, wyjątkowej, gorącej, pożądanej miłości. Tego idealnego pocałunku. Tego kogo będę uważać za najważniejszego, najprzystojniejszego, najwspanialszego. Chcę takiej miłości której do końca życia nie zapomnę. Takiej, która będzie potrafiła wszystko wybaczyć, ale nie będzie musiała bo będzie idealna. Tak. Moje głupie marzenie, które się nie spełni. OK. Nie musi, ważne, jest to że zaczyna się rok szkolny. On na pewno sprawi, że przestanę się przejmować przyszłością. Żyć teraźniejszością. Cieszyć się przyszłością. OPTYMIZM.
 

 
Czemu wszystko się zmienia z dnia na dzień? Próbuję się zaaklimatyzować, przestać się wyróżniać, przestać udawać, że wszystko jest okej, bo po co udawać skoro można sprawić, że się jest szczęśliwym. To wszystko co jest wokół powoduje mój uśmiech. MÓJ UŚMIECH - jak to ładnie brzmi. Czy zaczynam być szczęśliwa? Czy to tylko chwilowy urok? Mam nadzieję, że z nowym rokiem szkolnym zapomnę i wrócę stara ja. Tak jednak nie chcę się zmieniać. Chcę być sobą, ale nie tą tylko tamtą. Nie chcę codziennie płakać, wspominać, tęsknić. Chcę być szczęśliwa, szalona, korzystać z tego co mam. CHCĘ POZOSTAĆ SOBĄ.
 

 
Kolejny dzień spędzony na zastanawianiu się co dalej? Dokładnie, co? Nie widzę przyszłości. Nie potrafię żyć teraźniejszością. Żyję przeszłością. I to mnie niszczy. A nikogo przy mnie nie ma żeby pokazał mi jak iść dalej. Zatrzymałam się i chociaż czas leci dalej ja stoję w miejscu i krzyczę o pomoc, ale nikt mnie nie słyszy. Nie czuję się bezpieczna. Szukam wyjścia z tej beznadziejnej sytuacji, ale tu nie pomogą książki czy jakiekolwiek poradniki. Także wiem, że nie pomoże mi tu nikt. Muszę przezwyciężyć siebie, strach i odbić się od dna. Być silna. Zapomnieć o przeszłości. Tylko. Czy ja tego chcę? Czy chcę nie pamiętać? Czy chcę zapomnieć najważniejsze chwile w moim życiu? Nie. Chcę o tym wszystkim pamiętać, ale z tym wszystkim żyć dalej, być szczęśliwą i nie koncentrować się tylko na tym co było, ale cieszyć się każdym dniem i mieć nadzieję na jeszcze lepsze jutro. Czy zdobędę odwagę? Czy odzyskam nadzieję? OKAŻE SIĘ.
 

 
Wszystko mnie boli, każdy centymetr ciała, każdy ruch, każdy oddech, wszystko. Cały dzień siedzę zamknięta w czterech ścianach i myślę, wspominam, tęsknię, płaczę, robię wszystko wbrew sobie i żeby tylko myśleć o tobie. Czuję się jakbym nie ja sobą sterowała. Przecież... Ja tego nie chcę, nie chcę wracać do ciebie i wszystkiego tego. Chcę być szczęśliwa, a jednak nie potrafię wyrzucić Ciebie z siebie. Zatrzymałam się w miejscu i nie wiem co dalej. Jednak najgorsze jest to że po drodze zgubiłam nadzieję, a coś mnie tu trzyma i nie pozwala ani iść dalej ani zawrócić i wziąć to co moje. Nie odzyskam już nic. Będę dalej stać tutaj gdzie jestem i czekać, aż ktoś mi pomoże. Na razie, jestem sama.
 

 
Tak, jestem tego świadoma - nie radzę sobie. Za niedługo szkoła 3 gim, powinnam się przejmować egzaminami, ocenami, punktami, przeszłą szkołą i innymi bzdetami z tym związanymi, ale nie moje uczucia zapanowały nad wszystkim. Przyjaźniami, szczęściem, marzeniami. Nie potrafię stłumić w sobie miłości. Ona przezwycięża wszystko. Przez nią nie zapomniałam, nie potrafię zapomnieć i najprawdopodobniej szybko nie zapomnę. Tylko czemu? Po co się zakochałam, zawsze byłam trudno dostępna, szczęśliwa i zamknięta w sobie, inna. To głupie uczucie miłości i nadziei zmieniło we mnie wszystko, wszystko co mogło zmienić. Tylko, że... Ja tego nie chciałam, chciałam dalej być taka jak byłam. A teraz? Jestem wrażliwa, w rozpaczy, ze złamanym sercem. Nie o to mi chodziło. Nie chciałam ranić sama siebie.
 

 
Sprawiam sobie kolejny ból, niszczę się i truję. Zgubiłam się przyznaję. Kolejne rany, małe i duże. W sumie to już teraz to przyjemność, patrzeć jak jedna za drugą kroplą krwi płyną Ci po ręce. Kiedyś będę tego żałować. Ale to będzie kiedyś. Teraz czuję taką potrzebę i będę to robić. Codziennie próbuję się oderwać od rzeczywistości, żyć tak jak kiedyś, być szczęśliwa. Ale nie potrafię, nie jestem jak małe dzieci uczące się chodzić.Upadłam i nie potrafię się podnieść. Potrzebuję Cię żebyś mi pomógł, potrzebuję Ciebie jak tlenu, jak nikogo innego. Ciebie nie ma... Nie ma już nikogo. Jestem sama.
 

 
Who will love you?
Who will fight?
And who will fall far behind?
Nikt, po za mną. Nie zapomnę. Nigdy...